cofnijmyczas

Gdzie ta motywacja

Mówi się, że często trzeba sięgnąć dna aby się od niego odbić i poszybować w górę. No cóż, ja tego dna sięgnęłam (emocjonalnie i wyglądowo...), ale wciąć nie mogę znaleźć w sobie wystarczająco silnej motywacji aby w końcu wziać się za siebie...

Zabrzmi to bardzo źle, ale...wygodnie mi na tym dnie. Ludzie się o mnie martwią, zbyt wiele nie wymagają, często jestem w centrum zainteresowania i to lubię... Stałam się zbyt wygodnicka i z tego też ciężko mi zrezygnować.

Jasne, wolałabym żeby znajomi patrzyli na mnie z podziwiem "wow, zobacz ile przeszła ale wzięła się w garść i taka zmiana!", jednak aktualnie zadowala mnie ich litościwe spojrzenie pełne współczucia i zrozumienia dla porzuconej, rozwiedzionej kobiety...